12.23
Strona dla bojących się umrzeć
Wszystko, ale to wszystko ma jakąś podstawę. Jakiś ośrodek centralny, sens istnienia, podtrzymywacz trwania. Domy mają fundamenty, teorie naukowe – dowody, państwa opierają się o obywateli. Wszystko co nas otacza jest w jakimś układzie, w zależnościach i relacjach. Coś jest podstawą, na której budowane jest coś nieco bardziej złożonego. To z kolei jest samo w sobie podstawą, dla kolejnej relacji. Atom, pierwiastek, związek chemiczny, komórka, organ, ciało, habitat, rejon, kontynent, planeta, układ planet, galaktyka, mgławica, kosmos… wymiar? No właśnie – ja kiedy z trwogą myślę o swoim końcu, próbuję się umiejscowić gdzieś w tym układzie. Rozumowanie to nie nastraja pozytywnie. W ogromie kosmosu, pojedynczy człowiek to nic. Literalnie – nic. Dla procesu jakim jest kosmos – to co zrobisz Ty, co zrobię ja nie ma żadnego znaczenia. Galaktyki nie przestaną wirować, gwiazdy nie przestaną świecić tylko dlatego, że coś zrobisz. W matematycznej funkcji kosmosu nie jesteśmy nawet najmniej znaczącym czynnikiem.
Myśl o tym w kontekście własnej śmierci zawsze mnie niepokoiła. Skoro nic nie znaczę, jak mogę mieć nadzieję, że po śmierci nie umrę? Dopiero niedawno zacząłem jednak powoli dochodzić do „czucia” – jak… Wszystko wiąże się z prostym pytaniem – co jest podstawą istoty istnienia?
Czytaj więcej >>
Wszystko czego doświadczamy, czego jesteśmy udziałem miało swój początek. Ty, ja, Ziemia, kosmos. Początek jest wpisany w naturę rzeczywistości. Jednak tam gdzie jest początek, zwykle jest też koniec. Czasem koniec jest niezauważalny, a czasem spektakularny. Niekiedy końcowi towarzyszy smutek, niekiedy koniec wiąże się z ulgą.
Choć już to wiesz, choć podświadomość każe Ci spychać tą pewność tak głęboko jak tylko się da – umrzesz. Umrzemy oboje – Ty czytająca te słowa, ja te słowa piszący. Nie wiemy kiedy, choć być może podejrzewamy lub mamy nadzieję. Ale umrzemy. Tak bowiem działa nasza rzeczywistość. Mieliśmy swój początek, będziemy mieli swój koniec.
Są takie chwile, kiedy myśl o śmierci wydaje mi się przerażająca. Są takie chwile, kiedy śmierć mnie nie zajmuje. Są również takie chwile, kiedy o umieraniu i o tym czy coś, a jak tak to co, jest po śmierci. Nie opiszę tu nawet ułamka z tego co ludzkość powiedziała o tym zagadnieniu. Nie dam rady opisać nawet promila tego co napisała ta część ludzkości, która pokłada wiarę w Kościół. Nie opiszę nawet dziesiątej części tego co mi samemu chodzi po głowie. Będę się jednak starał, by to co opiszę było dość by pomóc nam obojgu.