12.11
Tak, o ile odczuwasz lęk przed śmiercią.
Teksty, które tu zamieszczam służą dwóm celom – autoterapii oraz pomocy dla tych, którzy odczuwają właśnie paraliżujący lęk. Jeśli tu trafiłeś przez przypadek, dajmy na to z powodu dziwnych mechanizmów indeksujących strony WWW – nie znajdziesz tu nic ciekawego. Ot, przewrażliwiony tchórz myślący o głupotach produkuje się na bzdurne tematy, o których lepiej nie mówić. Jeśli jednak siedzisz właśnie przed monitorem z trudem hamując łzy przerażenia i smutku, jeśli właśnie drżącymi rękoma próbujesz się objąć w nadziei, że przestaniesz się trząść – być może znajdziesz tu coś, co choć na chwilę sprawi, że się uspokoisz.
W tym miejscu zakładam, że chcesz zagłębić się w osobiste przemyślenia o śmierci.
Były takie wieczory i noce, kiedy lęk przed śmiercią paraliżował mnie, nie pozwalając spać. Wówczas zaczynałem szukać w Internecie tekstów, które pomogłyby mi okiełznać strach. Nie znalazłem ich zbyt wiele. Może ze względu na stan w jakim trzeba się znaleźć by taki tekst napisać.
Jakiego pocieszenia można dostarczyć komuś, kto boi się umrzeć? Jak dobrać słowa, które sprawią, że z okolic mostka zniknie narastający powoli niewygodny, niechciany, wręcz paniczny strach? I to przed czymś co jest zarazem nieuniknione i niepoznane?
Lęk najczęściej wynika z niewiedzy. Być może jest to „prawda ogólna” albo fakt naukowy, opisany w akademickim opracowaniu i poparty setką przypisów, ale ja piszę to w oparciu o obserwację samego siebie i tych kilkorga moich przyjaciół, którzy dzielili się ze mną swoimi lękami. To punkt wyjścia do próby oswojenia strachu. Jeśli bowiem przyczyną mojego stanu jest niewiedza, to spróbuję dowiedzieć się czegoś więcej – a nuż mi przejdzie.
Od tej pory będę się do Ciebie zwracał bezpośrednio. Czasem jak do mężczyzny, czasem jak do kobiety. Będziesz po prostu – Ty. W ramach jednego tekstu raczej będę się trzymał jednej płci, żeby nie zmniejszać czytelności. Piszę o tym już teraz, bo wiem po sobie, że kiedy targają mną silne emocje potrafię zwrócić uwagę na tak mało istotny szczegół jak prawidłowa odmiana gramatyczna. Zamienność płci Ciebie przyjąłem trochę w ciemno. Teraz kiedy siedzę i piszę te słowa nie wiem, kto będzie czytał moje przemyślenia. Nie wiem czy jesteś mężczyzną, czy jesteś kobietą. Pisząc kolejne teksty chcę pomóc dwóm osobom – Tobie i sobie. Nie wiem kim jesteś, więc jeśli tylko Ci to nie przeszkadza, będziesz dla mnie raz kobietą, a raz mężczyzną. Nie po równo, ale sprawiedliwie.
Nie ukrywam również, że będę pisał o śmierci z punktu widzenia religii katolickiej. Tak, jestem katolem. Choć katolikiem niewdzięcznym, błądzącym, pełnym buntu i złości. Pełnym pychy. Mającym o sobie wysokie mniemanie, pomimo przywar, którymi mogłoby się obdzielić kilka osób. Złoszczącym się na instytucję, która mówi wprost, że są rzeczy, których nie uzna i nic tego nie zmieni…
A jednak… Słowo daję, że od niedawna zaczynam trochę inaczej patrzeć na wiarę. Ktoś mi bowiem pokazał, że wiara w Jezusa, w zmartwychwstanie nie musi być automatycznie obciachem. Że ktoś kto codziennie się modli, nie musi być zawsze pokornym safandułą i popychadłem w gronie oświeconych. Buntowałem się przeciw Kościołowi całe lata, ale dopiero od jakiegoś czasu pewne rzeczy zaczynają dla mnie mieć sens. Ten sens, tych kilka rzeczy, które staram się strawić – jeśli rzeczywiście są – dają wielką nadzieję.
Przecież po to tu jesteś, czyż nie? Żeby pomimo swoich lęków, że po śmierci nic nie ma, że umierając znikamy na zawsze, żeby pomimo przesiąknięcia naukowym podejściem do życia… mieć nadzieję.
Nie wiem czy wierzysz w Boga. Nie wiem czy nie jesteś przekonany, że religia to wymysł grupy cwaniaków, która od kilku tysięcy lat trzyma w szachu kolejne cywilizacje, czerpiąc z niej zyski by wygodnie żyć. Osobiście poznałem sporo teorii i przekonań odnośnie tego co się dzieje z człowiekiem po śmierci. Kiedy swym wątłym rozumem i ograniczonym pojmowaniem przetrawiłem już opinie naukowców, dowody logiczne, że Boga nie było, nie ma i nie potrzeba, musiałem w końcu pomyśleć nad czymś co nie przyszło mi łatwo -” a co jeśli Bóg istnieje i jest tak jak mówi Katechizm i nauka Kościoła?”. Przyznam Ci się, że już sama próba lekkiego zagłębienia się w eschatologię Kościoła Katolickiego dała mi lekką otuchę. Może pomoże i Tobie.
Jeśli nie chcesz czytać o religijnych pseudorozważaniach, przepraszam Cię. Wybacz, że w Twym lęku nie dam Ci tego co go choćby trochę ukoi. Choć będę o tym pisał w kilku miejscach, przy różnych okazjach – jeśli faktycznie panicznie paraliżuje Cię lęk, utrudniając lub uniemożliwiając normalne funkcjonowanie – zwróć się do psychiatry. Nie, nie! Nie zwariowałeś. Nie jesteś psycholem. Nie obrażam Cię – daję radę z własnego doświadczenia. Pomimo swoich religijnych dociekań, odkąd sam zmagam się z nerwicą lękową pukałem już wielokrotnie do drzwi gabinetu psychiatry. I tak, odpowiem na pytanie, które być może chcesz zadać – leczyłem się farmakologicznie. Za pierwszym razem Coaxilem, za drugim Mozarinem. Pomogło – lęk mnie nie paraliżował. Jednakże samo to przestało mi wystarczać.
Tym niemniej – nie chcąc czytać o religijnych ciągotach, a chcąc się pozbyć problemu – umów się na prywatną wizytę w gabinecie. To koszt ok. 150 zł (przynajmniej tu gdzie ja mieszkam) plus koszt wykupienia tabletek – jakieś 60 sł. Za dwieście dziesięć złociszów przestanie Cię dokumentnie telepać w ciągu trzech, może czterech tygodni. I tak przez dwa, trzy miesiące, dopóki się tabletki nie skończą. Rozpoczniesz z psychiatrą terapię, która pozwoli Ci po jej skończeniu spokojnie odstawić medykamenty i nie bać się więcej. Terapia trochę trwa, więc nie martw się – nim się skończy, lekarz nie zostawi Cię samego.
Powyższa rada jest dla Ciebie również, jeśli jednak chcesz zobaczyć co ktoś taki jak ja, ma do powiedzenia komuś takiemu jak Ty. Twój układ nerwowy jest w takim stanie przeciw Tobie. Musisz mu pomóc, musisz pomóc samemu sobie, by Twoje ciało nie przejmowało kontroli nad duchem. Żeby móc szukać spokoju ducha, trzeba mieć spokojne ciało. Wiem po sobie. Dlatego – jeśli walczyć to na obu frontach. Fizycznie – pomoże Ci lekarz. Duchowo – pomoże Ci kapłan. A ja? Ja Cię będę zagadywał, licząc, że pomożemy sobie nawzajem. Obyśmy razem zaznali spokoju ducha.
Jeśli odczuwasz potrzebę napisania do mnie, w jakimkolwiek celu – pisz śmiało michal@mortem.pl.
Michał
Brak komentarzy
Dodaj własny komentarz